HISTORIA SPORTU

Książka ta jest trzecią częścią, kontynuacją poprzednich,  o tym samym  tytule. Opisałem tam wcześniejsze okresy: 1945-1975 oraz 1976-1990. Niniejsza publikacja napisana jest przez kibica dla kibiców, a  cały cykl  opracowany  na podstawie nie tylko relacji prasowych, ale  na podstawie własnych obserwacji i spotkań  z jego bohaterami. Trzecia część, omalże nam współczesna, opisuje okres wyjątkowy, którego odmienność wynikała ze zmieniającej się rzeczywistości, swoistego wstrząsu, jaki wtedy dotknął nasze życie społeczne, publiczne i gospodarcze. Nie był to czas spokojnej, leniwej, dokładnie zaplanowanej, w dużej mierze przewidywalnej działalności klubów, z celami określonymi w centralach zrzeszeń i pionów.

Zmiany rzeczywistości na przełomie wieków ogromnie wpłynęły na polskie życie sportowe. Przetrwał ten, kto potrafił  sobie w nowych warunkach poradzić. Z punktu widzenia chociażby lat sześćdziesiątych lub siedemdziesiątych, okres 1990-2005 to czas ogromnych niespodzianek sportowych. Po latach, dla kibica, przyczyny tych niespodzianek nie są istotne, ważny jest fakt, czy jego drużyna była zwycięska, czy nie. Zdarzyło się, że o zespole tułającym się przez całe lata gdzieś na pograniczu „okręgówki” i A-klasy dowiedziała się cała Polska. Zdarzały się historie pozornie niemożliwe. Jednakże, tam gdzie są zwycięzcy, tam muszą być i pokonani. Tak więc były też zaskakujące, w latach wcześniejszych wręcz  nie do pomyślenia, przypadki klęsk i zawodu. Zapis tych zmian, z własnym, być może czasami subiektywnym, komentarzem to treść „Piłkarskich dziejów…”  z lat 1991-2005.

Najwięcej jest naturalnie o Gdańsku i  Gdyni. To centrum Wybrzeża, największe miasta i najsilniejsze kluby. Gdańskie piłkarstwo przeżywało w owym okresie prawdziwe trzęsienie ziemi. To przedziwna i unikalna w skali całego kraju historia zmian, reorganizacji, także kłótni i porozumień, fuzji, przejęć, planów gwarantujących sukces i gwałtownych upadków. Kilkanaście lat zawirowań, być może lat straconych, kiedy Gdańsk był piłkarską prowincją, ale ostatecznie, choć metodą radykalną, odnaleziono drogę do awansu i rozwoju. Lechia wróciła na salony, ale był taki moment, że znalazła się za plecami i w cieniu lokalnego rywala Polonii. Dużą rolę odegrała w tym przypadku miłość i przywiązanie kibiców.

W Gdyni, gdzie siły między lokalną konkurencją były zawsze bardziej wyrównane niż w Gdańsku między Lechią a jej rywalami, sprawy potoczyły się nieco inaczej. Obyło się, na szczęście, bez prób połączenia Arki i Bałtyku, nie oznaczało to jednak, że gdyńskiej rodzinie piłkarskiej wiodło się lepiej. Oba kluby przeżywały kryzys, oba spadały w hierarchii futbolowej. Lepiej działo się w Bałtyku, jednak do czasu. Po roku 2000, Arka powoli odzyskiwała teren i zdystansowała rywala. Także i w tym przypadku dużą role odegrali kibice. Podobnie jak w Gdańsku - Lechia, tak w Gdyni - Arka, zdecydowanie zdominowała serca miłośników piłki w mieście. Gusty kibiców układają się przedziwnie. Teoretycznie najważniejsza jest tradycja, historia, ale... Najstarszy gdański klub - Gedania, mający tradycje nie tylko sportowe, ale piękne, patriotyczne, odgrywa od wielu lat skromniutką, coraz mniejszą rolę w sportowym życiu miasta. Podobnie w Gdyni, gdzie mający prawdziwe, bogate, nie „kolorowane”, przedwojenne tradycje Bałtyk, cieszy się znacznie mniejszą popularnością niż „żółto-niebieski” MZKS.  To jednak historie na zupełnie inne opracowanie... Ta książka to jednak także dzieje tych „małych” - Bałtyku, Gedanii i nie tylko.

„Kosmiczną podróż” w owym okresie przeżyli piłkarze i kibice z Malborka. To jedna z najbardziej zaskakujących i przedziwnych historii tamtych czasów. Kluby z tego miasta: Jurand, potem Nogat, nie mogły przez wiele, wiele lat przełamać sportowej niemocy. Nagle, stosując metodę zastosowaną później w gdańskiej Lechii, czyli zbudowania wszystkiego od początku, pod nową nazwą - Pomezania, Malbork nie tylko zdystansował lokalnych rywali z Tczewa, Elbląga czy Starogardu, ale przez moment nawet całą trójmiejską koalicję. To była dopiero sensacja! Nie trwało to długo, ale cóż z tego! Nie zmienia to przecież faktu, że historia była piękna i wyjątkowa! Awans „maluczkich” dotyczył nie tylko Malborka. Wspaniałe chwile przeżywali kibice w innych małych ośrodkach. Kościerzyna, Kartuzy, Wejherowo dogoniły wybrzeżową czołówkę. Arka czy Lechia, nie zawsze wychodziły zwycięsko ze spotkań  z tymi zespołami. Kaszubia pukała do II-ligowych bram! Odlotowe sezony miały Stolem Gniewino, Orzeł Choczewo...

..Były jednak i historie smutne. Niektóre kluby lub ośrodki straciły znaczenie i podupadły. Przez wiele sezonów, z trudem, skutecznie jednak radzono sobie w Elblągu. Skończyło się jednak spadkiem i rozpaczliwymi poszukiwaniami wyjścia z trudnej sytuacji. Powrót lepszych czasów w Elblągu to już opowieść z następnej dekady. Także Tczew, ośrodek o przebogatej piłkarskiej tradycji, nie może zaliczyć tego okresu do udanych. Choć i tam zdarzyły się próby budowania sportowej potęgi. Mimo początkowego powodzenia, Unia Tczew pozostała tylko rewelacją jednej rundy. Podjęte, już w następnych latach, próby poprawy sytuacji nie przyniosły rezultatów. Nie poprawiła jej także niefortunna fuzja obu zasłużonych klubów... Kiedyś, kiedyś fuzja miała także poprawić sytuację piłkarzy w Starogardzie. Tam gdzie urodził się i wychował Kazimierz Deyna, w latach sześćdziesiątych grały cztery, czasami pięć klubów - Start, Włókniarz, Unia, Stoczniowiec... potem była już tylko Wierzyca, ale i ona nie przetrwała trudnych czasów...

PIOTR CHOMICKI

 

 

© NADA Sp. z o.o.

Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i wykorzystanie materiałów  tylko za zgodą wydawcy i autorów. All rights reserved. Copying,  reproduction and use of images without permission is prohibited.

Made with Adobe Muse